do leczenia zaburzeń seksualnych, opracowywania programów edukacji seksualnej, rozwoju terapii partnerskiej. W Polsce integralna perspektywa seksualności człowieka ma długie trady-cje. Szczególne zasługi w podtrzymywaniu tej tradycji ma środowisko naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Znajduje to potwierdzenie w wielu
W warszawskiej Kinotece odbył się pokaz filmu dokumentalnego produkcji Centrum Życia i Rodziny pt. „To nic takiego”, przedstawiającego zagrożenia płynące z powszechnie promowanej edukacji seksualnej wg standardów WHO. Film jest niezwykle ważny także ze względu na to, że ujawniono w nim dotychczas nieznane fakty na temat podstaw edukacji seksualnej i jej twórców. Film
Ja, jako praktykująca seksuolożka, widzę też, że brak edukacji seksualnej w dużym stopniu wpływa na relacje seksualne, w których jesteśmy oraz na poziom satysfakcji z życia. Edukacja seksualna, o której teraz mówi się naprawdę dużo – zwraca też uwagę na kwestie związane z strefą intymną, pedofilią, gwałtem, ale także te
Dzisiaj przedstawie Wam dwa seriale, które dobrze i interesująco podeszły do tematu edukacji seksualnej. Nie brakuje w nich tematów takich jak masturbacja, aborcja, homoseksualizm i wiele innych. Seriale nie tylko dla młodzieży, ale też dla osób starszych. Każda z grup wiekowych znajdzie coś dla siebie. Big Mouth (2017)
Celem artykułu jest analiza Standardów Edukacji Seksualnej w Europie WHO pod względem budowania świadomości ciała u dzieci, uczenia rozróżniania sytuacji naruszających ich intymność oraz sposobów zwracania się do zaufanych osób o pomoc.
Jak uczyć edukacji seksualnej? „Edukacja seksualna powinna być traktowana jako prawo do wiedzy. Szkoła jest jednym z niewielu miejsc, gdzie możemy uczyć o seksualności i relacjach międzyludzkich. Niestety, polska szkoła na tle innych krajów nie ma się czym pochwalić” - mówi psycholożka Aleksandra Żyłkowska.
Od 2017 roku Gdańsk realizuje miejski program edukacji seksualnej "Zdrowe Love" w ramach gdańskiego programu wsparcia prokreacji. Dba on o edukację seksualną młodzieży ale i dorosłych
3uYT. Czarnek zablokował edukację seksualną w szkołach w Gdańsku. "Jeśli pani prezydent chce tego rodzaju edukację przekazywać (...) to nie w szkole" Data utworzenia: 26 listopada 2021, 5:00. Przemysław Czarnek nie chce, żeby w szkołach działał program edukacyjny "Zdrowe Love" realizowany w Gdańsku od 2017 r. skierowany "na edukację opartą na wiedzy, samoświadomości, również w odniesieniu do zdrowia seksualnego i tożsamości seksualnej". Projekt jego zakazu w szkołach został przyjęty na ostatniej Radzie Ministrów. Przemysław Czarnek nie chce, żeby w szkołach działał program edukacyjny "Zdrowe Love" realizowany w Gdańsku od 2017 r. Foto: Grzegorz Krzyżewski / Fotonews - Wprowadzamy rozwiązanie, gdzie na wniosek rodziców kurator będzie mógł zablokować "tego rodzaju rzeczy" w szkołach - powiedział w czwartek w Gdańsku minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek odnosząc się do miejskiego programu "Zdrowe Love". "Zdrowe Love" nie w szkołach - miejski program edukacji seksualnej będzie musiał się przenieść Od 2017 roku Gdańsk realizuje miejski program edukacji seksualnej "Zdrowe Love" w ramach gdańskiego programu wsparcia prokreacji. Dba on o edukację seksualną młodzieży ale i dorosłych, zwiększa świadomość na temat działania ludzkiego organizmu, czy też antykoncepcji. Do tej pory, jak informuje miasto, "zrealizowano 296 godzin warsztatów edukacyjnych dla 835 uczestników. Przeprowadzono spotkania informacyjne dla 2779 rodziców i 2870 uczniów w 21 gdańskich placówkach oświatowych". - Jeśli pani prezydent chce tego rodzaju edukację przekazywać dzieciom w Gdańsku, może to robić we wszystkich innych lokalach, które do miasta Gdańsk należą, ale nie w szkole. Szkoły mają nadzór pedagogiczny, od tego jest kurator, żeby na wniosek rodziców mieć możliwość sprzeciwu wprowadzania do szkół treści, które są dla dzieci demoralizujące - powiedział na konferencji prasowej Przemysław Czarnek o prezydent Gdańska Aleksandrze Dulkiewicz. - Wprowadzamy to rozwiązanie, które zostało przyjęte na ostatniej Radzie Ministrów, w którym właśnie na wniosek rodziców kurator będzie mógł zablokować "tego rodzaju rzeczy" w szkołach - poinformował Czarnek. Zobacz także Nowy plan Czarnka. Chce się zająć właściwym wychowaniem kobiet i "cnotami niewieścimi" Bodaj najbardziej kontrowersyjny minister edukacji w historii przenosi na szkołę skrajnie prawicowe poglądy. Najsilniej działa w kierunku nacisku na religię. Kto nie będzie chodził na religię, pójdzie na etykę, jednak nauczyciele tej drugiej kształcić się mają na ośmiu wskazanych przez ministerstwo uczelniach, z których trzy czwarte są katolickie. Tak jak Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu założona przez ojca Tadeusza Rydzyka. Głośno było także o jego chęci wychowania dziewcząt w cnotach niewieścich. Efekty tych zmian są już widoczne. Dyrektor wzywa rodziców na dywanik. Muszą się tłumaczyć, dlaczego ich dzieci nie chodzą na religię. Kurator stawia sprawę jasno Teraz Czarnek wziął się za walkę z edukacją seksualną. Tym samym podcina skrzydła gdańskiemu programowi, który od lat pozwalał młodzieży dowiedzieć się więcej, czy też zapobiegał nastoletnim ciążom. Dalekie to było jednak od edukacji seksualnej prowadzonej przez katechetów. Na lekcjach "Zdrowe Love" uczestnicy nie słyszeli kłamstw podobnych do tego, że "homoseksualiści są równi pedofilom", a tego "uczyła" jedna z katechetek z Koluszek, o czym pisaliśmy ostatnio. Dla katechetki homoseksualiści są równi pedofilom. Takich bzdur uczyła dzieci Miasto Gdańsk znalazło rozwiązanie i będzie kontynuować program. Poinformowało, że zajęcia będą poszerzone o inne miejsca niż szkoły. - Szkoła obecnie jest miejscem bardzo silnego sporu kulturowego i nasze gdańskie podejście ukierunkowane na edukację opartą na wiedzy, samoświadomości, również w odniesieniu do zdrowia seksualnego, tożsamości seksualnej, nie jest dobrze przyjmowana we wszystkich środowiskach. Realizatorzy, szkoły, rodzice napotkali na ogromny opór ze strony skrajnych środowisk. Dlatego wyciągamy wnioski i proponujemy warsztaty dla chętnych, także poza szkołami - powiedziała w środę na konferencji prasowej zastępca prezydent Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania Monika Chabior. Religia obowiązkowa w szkole? Minister Czarnek nie pozostawia złudzeń Gdańska radna Platformy Nowoczesna Koalicja Obywatelska Kamila Błaszczyk przypomniała, że w zeszłym roku w październiku na sesji Rady Miasta Gdańska projekt Zdrowe Love został przedłużony do 2025 roku i "nie ma mowy" o jego wygaszaniu. - Druga rzecz: obecność dzieci i młodzieży w tym programie jest tylko i wyłącznie za zgodą rodziców lub opiekunów prawnych, nikt nigdy nie przymuszał i nie będzie przymuszał młodzieży do obecności na tych zajęciach – zapewniła radna Błaszczyk. Według miasta program Zdrowe Love mogłyby powrócić do gdańskich szkół w II semestrze roku szkolnego 2021/2022. Ratusz zamierza przeprowadzić konkurs, w którym zostanie wybrany podmiot prowadzący zajęcia. Mają się one także odbywać także poza szkolnymi budynkami – w zależności od zainteresowania. Miasto Gdańsk zaktualizuje również - w oparciu o doświadczenia z pierwszej edycji - nowy podręcznik do zajęć. Duchowni będę uczyć nie tylko religii? Przemysław Czarnek: nie można księżom zabronić studiowania etyki Fakt/materiały prasowe/(PAP) Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Rozmowa z dr. Markiem Babikiem o edukacji seksualnej w II RP. Artykuł został opublikowany w POLITYCE w styczniu 2014 roku. Joanna Podgórska: – Pisze pan, że w przedwojennej polskiej szkole wykładano wychowanie seksualne i nie budziło to protestów. Trochę Babik: – Sam się zdziwiłem, jak dotarłem do tej informacji, zresztą przez przypadek. W Wielkiej Brytanii początki edukacji seksualnej przypadały na lata 40. Zakładałem, że w Polsce była chociaż jakaś dyskusja na ten temat, i chciałem napisać o tym artykuł. Trafiłem na książkę, w której omówiono kilka przedwojennych tekstów na temat uświadamiania seksualnego. Odnalazłem je. Autorzy w przypisach powoływali się na kolejne pozycje. Wtedy zrozumiałem, że przed wojną toczyła się ważna dyskusja na temat wychowania seksualnego. Przeczesując czasopisma pedagogiczne z tamtego okresu, dotarłem do artykułu, w którym autor, pisząc o szkole wobec zagadnień uświadamiania płciowego, przywołuje okólnik ministerialny mówiący o wprowadzeniu tej tematyki do programu. W którym to było roku?Już w 1920 r. Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego wydało okólnik zatytułowany „Do dyrekcji szkół średnich. Wskazania zdrowotne”. Jest tam fragment dotyczący pogadanek higienicznych dla uczniów, który wprost mówi, że należy poruszać zagadnienia seksualne: „W ostatnich klasach, niezależnie od indywidualnego traktowania sprawy, należy rozpatrzeć w sposób jak najbardziej taktowny i liczący się z wrażliwością i pobudliwością dojrzewającej młodzieży zagadnienie płciowe pod względem biologicznym, etycznym i społecznym”. Podstawę tych pogadanek miała stanowić „Odezwa do młodzieży męskiej” prof. Aleksandra Herzena. A nie był to pierwszy dokument tego typu. Trafiłem także na wcześniejszy okólnik, wydany dla szkół Kongresówki, nakazujący wprowadzenie książki Herzena. Niezależnie od tego, jak dziś oceniamy treść tych okólników, było to rozwiązanie uwzględniające ówczesne najnowsze światowe trendy w edukacji. Skąd taka postępowość?Można powiedzieć, że z konieczności i realizmu. W początkach XX w. na ziemiach polskich seksuologia rozwijała się bardzo dynamicznie. We Lwowie ukazywał się periodyk „Świat Płciowy”, a w Krakowie „Czystość. Dwutygodnik bezpartyjny poświęcony sprawom zwalczania prostytucji i nierządu”. To czas intensywnej dyskusji na temat uświadamiania młodzieży. Zaczęto także prowadzić badania i wynikało z nich, że spora część młodzieży, zwłaszcza męskiej, rozpoczyna współżycie bardzo wcześnie. Nawiasem mówiąc, gdy zestawić je z wynikami badań prowadzonych pod koniec XX w., rezultat jest zaskakujący, bo właściwie nie ma różnicy. Przedwojenne badania wskazywały, że współżycie seksualne przed ukończeniem 18 roku życia podejmuje ponad 52 proc. chłopców. Pod koniec XX w. ten procent był nawet nieco niższy. Przed wojną te dane budziły grozę, zwłaszcza że chłopcy debiutowali głównie z prostytutkami – choć także ze służącymi i robotnicami – a choroby weneryczne były prawdziwą plagą. Znalazłem gdzieś nawet uwagę, że zamiast o cywilizacji XX w. powinno się mówić o syfilizacji XX w. Dziewczyny uwzględniono w takich badaniach po raz pierwszy dopiero w 1934 r. Przeankietowano ich jednak niespełna 80 na ok. 2 tys. chłopców. To oczywiście budzi zastrzeżenia metodologiczne i wynik trzeba traktować z dystansem, ale różnice ze współczesnymi czasami są wyraźne. Wówczas inicjacja seksualna przed 18 rokiem życia dotyczyła 13 proc. dziewcząt, a pod koniec XX w. – 40 proc. Przedwojenne badania interpretowano przede wszystkim w kontekście chorób wenerycznych, a ówczesne rozumienie wychowania seksualnego było związane głównie z profilaktyką tych chorób. Stanowiło część edukacji higienicznej, dziś powiedzielibyśmy – zdrowotnej. Głównym celem podręcznika Herzena było wzbudzenie odpowiedzialności chłopców za zdrowie własne, przyszłych żon i dzieci. Porusza on także kwestię nierównej oceny społecznej czynów kobiet i mężczyzn. Oburzało go, że podczas gdy kobiety były ostro oceniane i piętnowane, mężczyznom wybaczano wiele. W jakim wieku zaczynała się ta edukacja?Okólnik nakazywał poruszanie kwestii seksualnych w siódmej klasie, a ponieważ system szkolny nie był jednolity, dotyczyło to młodzieży w wieku 17–19 lat. Były także inne koncepcje. Już w 1908 r. A. Karwowski w „Przeglądzie Higienicznym” publikował artykuł „O seksualnym wychowaniu młodzieży”. On proponuje, by chłopców dzielić na dwie grupy wiekowe, a dziewczęta na bogate i ubogie. Według niego 13 rok życia to ostateczny czas, kiedy chłopak powinien otrzymać wiedzę o funkcjonowaniu narządów płciowych i procesie rozmnażania. Ze starszymi należy omawiać anatomię tych narządów, przy czym w przypadku narządów żeńskich można się ograniczyć jedynie do narządów wewnętrznych. Jednocześnie trzeba ostrzegać przed samogwałtem i informować, że właściwą formą aktywności jest jedynie współżycie małżeńskie. Dziewczęta z ubogich domów – jako te, które bardziej narażone są na uwiedzenie czy prostytucję – należało wyposażać w bardziej szczegółową wiedzę na temat chorób wenerycznych. Jak pisze Karwowski, dziewczęta z domów zamożnych wystarczy uświadomić, że: „w łonie kobiety przez połączenie się z mężczyzną powstaje nowa istota, że przyszłość tejże zależy od jej zachowania się oraz że organizm kobiecy przez życie higieniczne powinien przygotować się do szczytnego zadania macierzyństwa”. Jednocześnie jednak radzi wystrzegać się pruderii i obłudy, a gdy dziewczęta zadają pytania – odpowiadać. Uwiedzenie i nieślubne ciąże były w tamtych czasach prawdziwym dramatem. Stanisław Kurkiewicz wielokrotnie opisywał takie historie. To było najgłośniejsze nazwisko przedwojennej seksuologii?Bez wątpienia. To autor pierwszej polskiej pracy o seksuologii pod znamiennym tytułem „Z docieków nad życiem płciowem”. To bardzo barwna postać. Przywiązywał ogromną wagę do języka, tworzył neologizmy, stworzył nawet słownik o tym, jak prosty, wiejski lud ma się wyrażać u lekarza o sprawach płciowych. Przytacza określenia ludowe i proponuje uczone zamienniki. Na przykład kobieta ma nie mówić, że „zbiera ją na chłopa”, ale że „ogarnia ją rozbudzenie płciowe”. Zamiast powiedzieć „gorąco mi dołem”, lepiej stwierdzić „mam napięcie płciowe i gotowość”. Ta wrażliwość na język sprawiła, że Kurkiewicza możemy uznać za twórcę, a przynajmniej współtwórcę terminu „seksuologia”. Wcześniej powszechnie używano pojęcia „sexologia”. Miał wizję stworzenia muzeum naturalnego w Krakowie, zapraszał osoby, które uważały, że mają narządy płciowe o ciekawym wyglądzie i rozmiarach, by je dokumentować. Jego działalność budziła olbrzymie opory, stracił nawet pracę w kobiecym szpitalu. Czy edukacją seksualną zajmowały się także kobiety?Tak. Osobą bardzo zaangażowaną w edukację seksualną była Izabela Moszczeńska, działaczka społeczna i emancypantka. Już na początku wieku wydała broszurę dla rodziców „Jak rozmawiać z dzieckiem o kwestiach drażliwych”. To niesamowite, ale zalecenia, które formułuje ona w 1903 r., dziś można by przenieść żywcem do rodzicielskiej praktyki. Przede wszystkim przekonuje, by odpowiadać na wszelkie pytania i nie oszukiwać dzieci, bo powodowane ciekawością znajdą inne, niekoniecznie właściwe źródło wiedzy, a w dodatku stracą zaufanie do rodziców. Pierwotne motywy uświadamiania dzieci związane były więc z próbą uchronienia ich od wpływów ulicy oraz poprawieniem relacji z rodzicami, którą posługiwanie się bajką o bocianie może nadwerężyć. Można powiedzieć, że w tym czasie trwało „polowanie na bociana”. Krytykowano, nawet w prasie codziennej, wmawianie dzieciom dziwnych opowieści o noworodkach znajdowanych w kapuście czy studni. Trafiłem na anegdotyczny opis rozmowy matki z dzieckiem, które pyta, skąd się wziął braciszek. Po odpowiedzi, że bocian go przyniósł, dopytuje matkę, dlaczego leży chora i obolała. „Bo mnie bocian pogryzł” – odpowiada matka, a dziecko docieka dalej: „Dlaczego? Nie chciałaś braciszka przyjąć?”. Przekonanie, że oszukiwanie dzieci prowadzi do absurdów, było coraz bardziej powszechne. Obowiązywała wówczas powszechnie teoria o uśpionej seksualności dziecka, ale to się nie kłóciło ze świadomością, że dziecko potrzebuje rzetelnej wiedzy. Oczywiście stosownej do jego wieku. Co do tego zgodne były wszystkie opcje światopoglądowe. Spierano się, kiedy takie rozmowy należy zaczynać, by za wcześnie „nie rozbudzić dziecka”, ale co do tego, by nie kłamać, panowała zgoda. Czy w międzywojniu, tak jak dzisiaj w Polsce, edukacja seksualna wywoływała kontrowersje i emocje?Wychowanie seksualne zawsze wiąże się ze sporem światopoglądowym. To jest nieuniknione. W tamtym okresie można wyróżnić kilka koncepcji dotyczących życia seksualnego i edukacji młodzieży w tym zakresie. Środowiska eugeniczne próbowały, badając dziedziczenie, rozwiązywać problemy społeczne. Przekonywano, że liczba dzieci winna być uzależniona od warunków ekonomicznych i zdrowotnych pary małżeńskiej. Chodziło o „czystość rasy” i „inteligentne hodowanie ludzi”. Neomaltuzjaniści także dążyli do kontrolowania płodności, ale ze względu na groźbę przeludnienia i kurczenie się zasobów naturalnych. Kluczem miała być promocja antykoncepcji i edukacja. Spierano się o to, kto powinien wziąć na siebie kwestię uświadamiania młodzieży. Wielu wskazywało szkołę. Kościół z kolei głosił, że uświadamianie seksualne należy przede wszystkim do rodziców i trzeba do niego podchodzić bardzo ostrożnie, bo wiedza biologiczna może nadmiernie rozerotyzować dzieci czy młodzież. Uświadamianiu winno towarzyszyć ćwiczenie charakteru i pokazywanie pozytywnych przykładów. Problem w tym, że rodzice nie potrafili o tym z dziećmi rozmawiać. Z ankiety przeprowadzonej wśród studentów wynikało, że dla 70 proc. edukatorami byli koledzy, dla 11 proc. służba, a tylko dla 1 proc. rodzice. Mimo sporów światopoglądowych nie było protestów przeciwko ministerialnemu okólnikowi. A w systemie, w którym szkoły podlegały ministrowi, okólniki publikowane w dziennikach rządowych miały bezwzględną moc obowiązującą. To nie było zalecenie, ale obowiązek szkół. Przez długi czas od prawa do lewa wszyscy byli zgodni, że młodzież należy edukować o rozwoju biologicznym i wartości życia rodzinnego. Pisze pan, że w latach 30. nastąpił regres, jeśli chodzi o wychowanie seksualne w szkołach. Dlaczego?To był czas, gdy bardzo nasiliły się spory światopoglądowe. Debatowano wiele o antykoncepcji. Pojawiały się pomysły, by włączyć ten wątek do szkolnej edukacji. W 1928 r. w Warszawie powstała pierwsza poradnia świadomego macierzyństwa. Organizowano odczyty dla młodzieży, podczas których rozdawano nawet 15-letnim dziewczętom szczegółowe instrukcje „z opisami przyrządów przeciw zapłodnieniu”. Swoją drogą widok tych przyrządów może dziś budzić zażartował, że ówczesne aplikatory środków plemnikobójczych czy irygatory przypominają narzędzia rolnicze. Metody antykoncepcyjne, określane też czasem jako „maltuzjańskie”, dzielono na sztuczne i na „fizjologiczne środki przeciwciążne”, dziś powiedzielibyśmy – naturalne. Co ciekawe, pracowano także nad antykoncepcją immunologiczną, czyli szczepionką ze spermy męża, która miała zapobiegać poczęciu. Promocja antykoncepcji budziła ogromny sprzeciw środowisk katolickich, ale także narodowych. Według nich po 123 latach zaborów tylko wrogowie ojczyzny mogli dążyć do tego, by Polacy się mniej rozmnażali. To musiało wpłynąć także na postawę wobec edukacji seksualnej. Wyraźne stanowisko zajął w tej kwestii episkopat, który ogłosił, że uświadamianie dzieci jest sprawą wyłącznie rodziców. W 1927 r. pojawiło się kolejne zarządzenie ministra na temat przedmiotu „higiena” w szkole. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że będzie to kolejny krok w rozwoju edukacji seksualnej w polskiej szkole, zwłaszcza że higiena stała się przedmiotem obowiązkowym w wymiarze jednej godziny tygodniowo dla klas siódmych. Rozporządzenie zawierało szczegółowy program i spis lektur. Jednak gdy mu się przyjrzeć, nie było tam ani jednego słowa na temat seksualności człowieka. Jak było w praktyce szkolnej?Życie nie znosi próżni. Ministerialnym zarządzeniem nie sposób zablokować dziecięcej ciekawości. Były próby podejmowania edukacji seksualnej w szkołach, mimo przemilczania jej w oficjalnym programie. Natrafiłem na dość dramatyczny list uczennic z 1937 r. do rady pedagogicznej, w którym protestują przeciwko zwolnieniu dyrektorki. Powodem jej wyrzucenia był fakt, że prowadziła pogadanki higieniczne i uświadamiające. Dziewczęta pisały: „Kwestia higieny kobiety i zagadnienia z tym związane są dla nas najżywotniejsze. Przyczyną tego jest przede wszystkim nasz wiek, wiek dojrzewania, następnie pragnienie poznania spraw, co do których rodzice nasi nie potrafią nas należycie uświadomić” – pisały uczennice. „A któż do uświadomienia nas jest bardziej powołany niż szkoła? Dawniej sprawy dotyczące życia seksualnego pokrywano obłudnym milczeniem. Nam to jednak nie wystarcza. My chcemy wiedzieć”. Ten list to swoisty manifest młodzieży domagającej się od szkoły nadania odpowiedniej rangi edukacji seksualnej. Zachowawczość ministerstwa nie powstrzymała też toczącej się w prasie medycznej i pedagogicznej dyskusji. Przerwała ją dopiero wojna. rozmawiała Joanna Podgórska *** Dr Marek Babik – adiunkt w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum. Jest autorem wielu publikacji naukowych dotyczących wychowania seksualnego, a także książek „Współżycie seksualne w nauczaniu biblijnym”, „Zachowania seksualne uczniów na terenie szkoły” oraz „Polskie koncepcje wychowania seksualnego w latach 1900–1939”. Prowadzi warsztaty dla nauczycieli i rodziców w zakresie wychowania seksualnego. Ostatnio wydał poradnik „Tato! Gdzie ja mam te plemniki?”.
Wiele mitów krąży na temat edukacji seksualnej. Rozprawiamy się tutaj z tymi najpowszechniejszymi. Mit 1: Edukacja seksualna przyspiesza inicjację seksualną Międzynarodowe badania wykazały[1], że wprowadzenie programów edukacji seksualnej do szkół często opóźnia lub zmniejsza aktywność seksualną młodzieży oraz prowadzi do częstszego stosowania antykoncepcji. Programy te są skuteczniejsze, jeżeli zaczyna się edukować, zanim młodzi ludzie rozpoczynają życie seksualne. Wiedza na temat asertywności, radzenia sobie z przemocą i presją rówieśniczą pomaga uchronić się przed wymuszoną inicjacją. Mit 2: Informacje o życiu seksualnym deprawują niewinne umysły dzieci Dorośli najczęściej zapominają, jak to było, gdy sami byli młodzi. Dzieci i młodzież to istoty seksualne i to normalne, że o seksie myślą lub chcą wiedzieć jak najwięcej. Zdecydowanie lepiej, gdy otrzymują informacje z wiarygodnych źródeł, a nie muszą szukać na własną rękę, co często prowadzi do wiary w mity i stereotypy. Mit 3: Najlepsze efekty wychowawcze daje promocja abstynencji Dorośli zapominają, że najlepszą metodą do zachęcenia młodych ludzi jest powiedzenie, by czegoś nie robili. Nawet z czystej przekory, na złość nauczycielom, młodzież potrafi robić nieodpowiedzialne rzeczy. Promowanie jedynie abstynencji seksualnej nie zniechęca do seksu i nie opóźnia wieku inicjacji seksualnej. Ma za to negatywne konsekwencje w postaci ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży i rozprzestrzeniania się infekcji przenoszonych drogą płciową. Mit 4: Edukacja seksualna zachęca do seksu A czy pasy bezpieczeństwa w autach zachęcają do wypadków? Świadomość ryzykownych zachowań oraz konsekwencji seksu w bardzo młodym wieku nie przyspiesza decyzji o współżyciu. Kiedy młodzi ludzie wiedzą, jakie konsekwencje ma seks bez zabezpieczenia, zastanowią się, zanim zdecydują się na kontakty seksualne. Wiedza na temat różnych zachowań seksualnych nie wpływa bezpośrednio na chęć eksperymentowania w tym zakresie. Mit 5: Edukacją seksualną dzieci powinni zajmować się wyłącznie rodzice Sytuacja, w której rodzice bez skrępowania i chętnie rozmawiają z dzieckiem o różnych aspektach seksualności, jest ideałem. W praktyce zdarza się jednak rzadko. Rodzice sami mogą nie być w stanie o tym rozmawiać lub mieć bardzo konserwatywne poglądy. To z kolei może uniemożliwiać dzieciom zdobywanie wiedzy, do której zgodnie z Konwencją Praw Dziecka mają prawo. Często też w rodzinach ma miejsce przemoc i wykorzystywanie seksualne. Dlatego też konieczny jest udział szkoły w procesie edukacji. Mit 6: Dziecko nie powinno chodzić na zajęcia z edukacji seksualnej, jeżeli godzi to w uczucia religijne rodziców Trybunał Praw Człowieka w 1976 r. orzekł, że państwo musi zagwarantować obywatelom bezstronną edukację. Rodzice mają prawo do wychowywania dziecka zgodnie ze swoimi przekonaniami, jednak w szkole powinno się przekazywać wiedzę w sposób obiektywny i pluralistyczny, czyli uwzględniający różne stanowiska. Takie wychowanie nie godzi w niczyje uczucia. Mit 7: Katolicy nie powinni wiedzieć nic o seksie przed ślubem Według hierarchów Kościoła katolickiego wiedza na temat seksualności i antykoncepcji powinna być ściśle reglamentowana. Dostępna staje się ona dopiero na naukach przedmałżeńskich przed ślubem i podawana jest jedynie w zakresie dopuszczalnym przez Kościół. Nie potrafimy jednak przytoczyć żadnego racjonalnego argumentu za tym, by osoby wierzące nie mogły wiedzieć, jakie są metody antykoncepcyjne lub ryzykowne zachowania seksualne. Jeżeli ktoś nie chce stosować antykoncepcji hormonalnej czy prezerwatyw, to i tak nie będzie ich stosować. Niezmanipulowana wiedza pozwala dokonać świadomego wyboru. Edukacja seksualna nie zachęca bynajmniej do uprawiania seksu przed ślubem. Mit 8: Każdy może prowadzić zajęcia z edukacji seksualnej Każdy coś tam wie o seksie, jednak zajęcia w szkole czy innych placówkach wychowawczych powinny prowadzić osoby wykształcone i kompetentne w tej dziedzinie. Nie można powierzać ich ludziom przypadkowym, ustosunkowanym wrogo do seksualności lub przeciwnikom szerzenia wiedzy na te tematy, co, niestety, często ma miejsce w szkołach. Mit 9: Osoba prowadząca zajęcia ma prawo do nauczania zgodnie ze swoim sumieniem Wiedzę należy przekazywać w sposób obiektywny, zgodny ze współczesnymi standardami naukowymi. Podczas lekcji niedopuszczalne jest przekazywanie jedynie własnego zdania ani indoktrynacja na rzecz „jednego słusznego” światopoglądu. Każdy człowiek ma prawo do rzetelnej informacji i nie musi wysłuchiwać osobistego zdania nauczyciela. Mit 10: Edukatorzy seksualni to zboczeńcy, ich motywacja jest podejrzana Ludzie, którzy zajmują się prawdziwą edukacją seksualną, to najczęściej ideowcy, którzy wierzą w naukę i prawa człowieka. Ich osobiste motywacje mogą być różne, jednak na pewno nie promują oni rozwiązłości, ani nie zachęcają do seksu. Nie opowiadają o swoich doświadczeniach, ani nie interesują się intymnymi przeżyciami uczniów. Mit 11: Edukacja seksualna to promowanie produktów koncernów farmaceutycznych Leki na ból głowy lub przeciwko nowotworom produkują te same koncerny, jednak w tym przypadku nikt nie twierdzi, że nie powinno się o tym informować. Taki argument to czysta manipulacja. Ponadto w czasie zajęć z edukacji seksualnej, gdzie zwykle mowa jest o asertywności, seksie, prawie, mało jest miejsca na jakiekolwiek produkty farmaceutyczne. Mit 12: Wychowanie do życia w rodzinie to najlepsza nazwa dla zajęć z edukacji seksualnej Zdecydowanie nie. Zakłada ona, że seks ma miejsce jedynie w małżeństwie, że każdy młody człowiek jest heteroseksualny i założy rodzinę. Jest to oczywiście fałsz. Jeżeli prawodawcy tak bardzo obawiają się nazwy „edukacja seksualna”, proponujemy powrót do określenia „Wiedza o życiu seksualnym człowieka”. Paulina Wawrzyńczyk [1] Kirby, The impact of abstinence and comprehensive sex and STD/HIV education programs on adolescent sexual behavior,
W Wielkiej Brytanii rodzice coraz częściej zabierają swoje dzieci ze szkół. Powodem takiego stanu rzeczy jest nauczanie na lekcjach bez ich wiedzy i zgody o relacjach w kontekście dewiacji seksualnych. Michał Król SJ – Watykan Jak podają lokalni obserwatorzy, częstym przeświadczeniem wśród rodziców jest poczucie, że szkoła wyszła daleko ponad cele wychowawcze i stała się czymś „niebezpiecznie ideologicznym”. Wielkim echem temat ten odbija się szczególnie w miejscach, gdzie żyje duża mniejszość muzułmańska, ale także wśród żydów, chrześcijan i osób nie uważających siebie za religijne. O to czy można zagwarantować, że wiara i wartości jakie dzieci otrzymują w domu od rodziców, nie będzie zagrożona przez system edukacji, Damiana Hindsa zapytał angielski tygodnik Catholic Herald. Odpowiednik polskiego ministra edukacji w Wielkiej Brytanii podkreśla rozgraniczenie pomiędzy „wychowaniem do relacji” i „wychowaniem seksualnym”. Pierwsze z nich ma być obowiązkowe, drugie natomiast opcjonalne. „Szkoły o charakterze religijnym mogą reflektować na tych zajęciach nad swoim etosem oraz nad tym, jak nauczać tych przedmiotów” – mówi Hinds. Sceptyczni co do takiego postawienia sprawy są niektórzy członkowie parlamentu. Nie wiadomo, czy poprzez „wychowywanie do relacji” dzieci nie będą zmuszone do oswajania się ze szkodliwymi ideologiami. „Jakie kroki są podjęte, aby przeciwdziałać «edukacji seksualnej» pod płaszczykiem innej nazwy” – pyta Julian Lewis z parlamentu brytyjskiego. Edward Leigh z Izby Gmin dziwi się natomiast, że szanując prawa rodziców do edukacji seksualnej swoich dzieci, depcze się jednocześnie te do wychowania do relacji. Sekretarz ds. Edukacji twierdzi jednak, że w materiałach wychowawczych mają znaleźć się również te przygotowane przez katolickie środkowiska wychowawcze oraz że szkoły powinny konsultować rodziców, jeżeli chodzi o treść tych materiałów.
„Trudno jest zliczyć różne absurdalne teorie na temat antykoncepcji – a słyszałam takie zarówno od młodzieży, jak i dorosłych: zakładanie dwóch prezerwatyw naraz, wstrzykiwanie hormonów w macicę, skakanie z szafy, płukanie pochwy colą, bo skoro wyżera rdzę, to jest też plemnikobójcza”, mówi edukatorka seksualna z Grupy „Ponton”. Jakub Bodziony: Czy edukacja seksualna jest potrzebna? Antonina Lewandowska: Oczywiście. Jako edukatorka seksualna nie wyobrażam sobie innej odpowiedzi, ale moje stanowisko nie wynika tylko z mojego doświadczenia – jest podparte naukowymi badaniami. Edukacja seksualna w modelu kompleksowym (ang. comprehensive sex education), zgodnie z którym pracuje Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton”, jest niezbędna do wykształcenia odpowiednich postaw wśród młodzieży. W pracy skupiamy się na budowaniu asertywności, pewności siebie, poczucia bezpieczeństwa. Zapewniamy także dostęp do informacji, które pomagają nastolatkom podejmować świadome decyzje. Tego typu edukacja skupia się tylko na seksie? To tylko jeden z tematów – rozmawiamy również o akceptacji swojego ciała, relacjach, odczuwaniu emocji, o budowaniu związków. Pracujemy z młodzieżą, która ma problemy z samooceną. Tematy z zakresu zdrowia prokreacyjnego i seksualnego rozszerzamy na funkcjonowanie w społeczeństwie. W opublikowanych rok temu wynikach europejskiego badania „Health Behaviour in School-aged Children”, obejmującego kraje UE, polska młodzież wypadła najgorzej w zakresie akceptacji własnego ciała. Dzieci w naszym kraju zaczynają się odchudzać, jeszcze zanim zostaną nastolatkami. To są konsekwencje braku kompleksowej edukacji seksualnej, zalecanej przez Światową Organizacja Zdrowia. Jakie są różnice pomiędzy konkretnymi rodzajami edukacji seksualnej? Oprócz modelu „kompleksowego” istnieje również „mieszany” i „abstynencyjny”, który głosi, że z inicjacją seksualną należy wstrzymać się do ślubu. W tym podejściu nie wspomina się o różnych dostępnych rodzajach antykoncepcji, a także nie porusza się kwestii związanych z akceptacją własnego ciała. Podejście abstynencyjne w dużym stopniu demonizuje ludzką seksualność i zniechęca młodzież do podejmowania kontaktów seksualnych przed ślubem. Ilustracja: Joanna Witek Mogłaby pani podać przykład tego „demonizowania”? Ot, choćby filmy zamieszczone na stronie kampanii „W stronę dojrzałości” , stworzonej na zlecenie Ministerstwa Zdrowia. Zostały one zdjęte ze strony po tym, jak zwróciliśmy uwagę na zawarte w nich treści. Znajdowały się tam stwierdzenia mówiące o tym, że stosowanie antykoncepcji jest rakotwórcze i może prowadzić do śmierci albo że zapłodniona komórka komunikuje się z matką, mówiąc „przyjmij mnie”. Ale antykoncepcja hormonalna może wywoływać skutki uboczne. Zgoda – i producenci o tym informują, a jeżeli lekarz ma jakiekolwiek wątpliwości co do potencjalnego wpływu leków na zdrowie pacjentki, to powinien przeprowadzić odpowiednie badania. Trzeba zachować odpowiednie proporcje – antykoncepcja hormonalna nie jest odpowiednia dla wszystkich, ale nie można mówić, że jej stosowanie skutkuje śmiercią! Na czym polega podejście mieszane? Znajduje się gdzieś pomiędzy metodą kompleksową i abstynencyjną. W tym podejściu opowiadamy młodzieży o różnych orientacjach seksualnych, wspominamy o antykoncepcji, ale kładziemy zdecydowany nacisk na inicjację seksualną w małżeństwie i prokreacyjny aspekt seksualności. To model „delikatniejszy” niż podejście abstynencyjne, ale cały czas mówimy o tzw. „życiu w czystości”. Nie ma nic złego w podjęciu decyzji o wstrzymaniu się ze współżyciem do ślubu – nie można jednak narzucać jej jako modelu w szkołach i wymagać takiego trybu życia od wszystkich. Model kompleksowy, który pani wskazała jako najlepszy, stosowany jest między innymi w Wielkiej Brytanii. Przez lata wydawano tam kilkadziesiąt milionów funtów rocznie na edukację seksualną, a liczba przestępstw o charakterze seksualnym popełnianych przez nieletnich, nastoletnich ciąż i przeprowadzanych aborcji czy zarażeń wirusem HIV rosła. Wielka Brytania faktycznie ciągle zmaga się z bardzo poważnym problemem nastoletnich ciąż. To zjawisko jest monitorowane od lat 50. XX wieku. Ostatni z okresów wysokiego wzrostu zjawiska przypada na koniec lat 90. i był powiązany z szeregiem państwowych zasiłków i ulg dla młodych matek. Siedemnastoletnia dziewczyna, która pochodziła z niezamożnej rodziny i zaszła w ciążę, mogła otrzymać od państwa na przykład mieszkanie. To zjawisko eskalowało do tego stopnia, że dla niektórych stało się sposobem na życie. W pewnym momencie rząd brytyjski stracił kontrolę nad programem i zwrócił się o pomoc w tej sprawie do Holendrów, którzy dzięki edukacji seksualnej i szeregowi działań medialnych, rządowych i edukacyjnych mieli do czynienia z jednym z najniższych odsetków nastoletnich ciąż na świecie. Holenderscy eksperci opracowali program, który miał zmniejszyć liczbę nastoletnich ciąż o odpowiedni procent w ciągu dekady. Po tym, jak zaangażowano w to resort edukacji i zdrowia, stworzono nowe struktury rządowe, a także lokalne, odsetek nastoletnich ciąż znacząco spadł i ciągle maleje. W 2016 roku zanotowano również osiemnastoprocentowy spadek zakażeń wirusem HIV. Miałam już sytuację, że po wystąpieniu w mediach próbowano mnie zastraszyć, nawet przy użyciu noża. Zdarzały się też wulgarne krzyki za mną, a obce osoby obrażały mnie na ulicy. Dobrze, że przynajmniej moment, kiedy szkoły bały się nas zapraszać, już minął. Czy proces edukacji seksualnej w Polsce przeszedł duże zmiany od lat 90.? Wtedy było źle, a teraz jest gorzej. Po zmianie systemowej do szkół wprowadzono wychowanie do życia w rodzinie, które skupiało się na rodzinie heteroseksualnej, nastawionej na reprodukcję. O innych orientacjach seksualnych nie mówiło się w ogóle albo przedstawiano je w negatywnym świetle. Osoby, które prowadziły zajęcia, rzadko były wykwalifikowane i często przekazywały materiał zgodny z własnym światopoglądem. W moim przypadku był to nauczyciel wiedzy o społeczeństwie. To jeden z najpopularniejszych wyborów – obok nauczycieli WF-u i przedmiotów artystycznych. Często były to osoby, które w ogóle nie potrafiły mówić o seksualności i rumieniły się przed uczniami, wymawiając słowo „prezerwatywa”. Sytuacja była zła, ale ministerialne minima programowe były akceptowalne, choć dalekie od ideału. Aż do czasu reformy edukacji minister Anny Zalewskiej. Co się zmieniło? W podstawie programowej pojawiły się zapisy, mówią o tym, że uczeń powinien umieć ocenić stosowanie antykoncepcji z perspektywy etyki i moralności. Jakim prawem mamy uczyć tego w szkole, która w założeniu ma być instytucją neutralną światopoglądowo?! Ale to za PO w podręcznikach do WDŻ można było znaleźć zapisy mówiące o tym, że „prezerwatywy w sposób niezbyt skuteczny zapobiegają ciąży”, a „stosowanie środków antykoncepcyjnych jest uzależnieniem losu swego i dziecka od techniki i farmacji”. To są fragmenty z podręcznika pani Teresy Król, który obowiązuje w zdecydowanej większości polskich szkół. Grupa „Ponton”, we współpracy z Federacją na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, opublikowała w 2015 roku analizę merytoryczną podręczników do WDŻ. Takie cytaty faktycznie nie są żadną nowością, ale to, co dzieje się obecnie, to „dobra zmiana” w zupełnie innej skali. Ale czy PiS naprawdę przeprowadza rewolucję w zakresie edukacji seksualnej? Podręcznik pani Król jest napisany zgodnie z ideologią minister Zalewskiej. Wielokrotnie krytycznie odnosiliśmy się do zapisów tej pozycji, a podczas naszych zajęć obalamy powtarzane w niej mity. PiS w nowej podstawie programowej uwzględnia skrajny margines, który mógł pojawić się na lekcjach, ale nie był legitymizowany przez ministerstwo. Przed rokiem 2015 było inaczej? Bywało. „Ponton” miał wstęp do Ministerstwa Edukacji w zakresie konsultacji niektórych projektów. Teraz drzwi są zamknięte. Nigdy nie było tak radykalnych zapisów w podstawie programowej MEN i nigdy nie zapraszano Ordo Iuris do Ministerstwa Edukacji. W raporcie Ordo Iuris wasza organizacja figuruje jako zagrażająca dzieciom. Zaraz obok Amnesty International! To absurd, a przez takie działania dyrektorzy szkół boją się nas zapraszać. Od początku rządów PiS-u notujecie spadek liczby wniosków o przeprowadzenie warsztatów? W momencie, w którym PiS podjęło działania w kwestii zmian podstaw programowych i prawa aborcyjnego, na jakiś czas zapanowała cisza. Oprócz lekcji organizujemy też telefon zaufania, moderujemy forum internetowe, prowadzimy koła dyskusyjne, jesteśmy obecni na największych polskich festiwalach muzycznych, ale to dzięki spotkaniom w szkołach możemy dotrzeć do największej liczby młodzieży. Władza bardzo stara się ukrócić naszą działalność, to widać chociażby po ministerialnej współpracy z Ordo Iuris. Niepokojący też był pomysł zdelegalizowania finansowania organizacji pozarządowych z zagranicy. Dla mnie to po prostu śmieszne, ale zdaniem niektórych nasza praca jest „szkodliwa”, a „Ponton” to de facto „organizacja przestępcza”. Dlaczego? Bo „mordujemy dzieci”, „gwałcimy dzieci”… O! I „seksualizujemy młodzież”! Słucham? Wiem, jak to brzmi, ale to wszystko już o sobie słyszałam. Spotykamy się z hejtem głównie na Facebooku, ale oskarżenia pod naszym adresem potrafią wypisywać i różne portale prawicowe. Miałam już sytuację, że po wystąpieniu w mediach próbowano mnie zastraszyć, nawet przy użyciu noża. Zdarzały się też wulgarne krzyki za mną, a obce osoby obrażały mnie na ulicy. Dobrze, że przynajmniej moment, kiedy szkoły bały się nas zapraszać, już minął. Kiedy? Gdy rodzice i nauczyciele zobaczyli, że w edukacji funkcjonuje co raz więcej absurdów, jak wystąpienia prof. Urszuli Dudziak, ekspertki MEN, która opowiadała o krzykach zamrożonych zarodków. Można bać się do pewnego poziomu absurdu, ale po przekroczeniu granicy te działania musiały spotkać się z reakcją. Naszą rolą jest nie tylko edukowanie seksualne młodzieży, ale także opiniowanie działań dorosłych. Mamy też wsparcie międzynarodowe, jesteśmy między innymi częścią Astra Youth, która obejmuje Europę Środkowo-Wschodnią i Azję Centralną w kwestii praw seksualnych i reprodukcyjnych. Kiedyś przyszła do mnie dziewczyna w wieku 17 lat, która od dwóch lat była w związku, i zapytała, czy to jest w porządku, że chłopak nie pyta jej o zgodę na seks, kiedy ona płacze i ją to boli. Antonina Lewandowska Jak sytuacja w Polsce wygląda na tle innych krajów naszego regionu? Na seksualność, zwłaszcza ludzi młodych, bardzo duży wpływ ma strach przed ciążą. Na Ukrainie edukacja seksualna skupia się na zupełnie innych aspektach. Seks w społeczeństwie, które ma dostęp do legalnej aborcji, jest postrzegany z innej perspektywy. Tak samo jak na innych aspektach koncentruje się edukacja seksualna w Czechach i na Słowacji, i w pozostałych krajach Europy – ze względu na dostępność tzw. tabletki „po”. Polskie prawo aborcyjne jest jednym z najostrzejszych w Unii Europejskiej, więc zmianie ulega cała optyka problemu. Legislacja wpływa na podejście społeczeństwa do seksu i seksualności? Nie tylko legislacja, ale również stereotypy. W Polsce dalej pokutuje mit, że dziecko nie jest istotą seksualną. Otóż jest, ale to seksualność zupełnie inna niż w przypadku dorosłych. Twórcy prawa wyznaczają surowe granice i oczekują, że społeczeństwo będzie ich przestrzegać. Osoby obecnie tworzące prawo w Polsce wychodzą z bardzo optymistycznego i naiwnego założenia, że jeśli czegoś zakażemy, to ludzie nie będą tego robić. Brak legalnego dostępu do antykoncepcji postkoitalnej nie wyeliminuje jej stosowania. Pozbawi tej możliwości najbiedniejsze osoby, które nie mogą załatwić sobie recepty od znajomego lekarza albo nie mają koleżanek za granicą. Jakie są najpopularniejsze pytania, które zadają wam uczniowie podczas lekcji? Od czterech lat prowadzę zajęcia w różnych organizacjach i każde są inne. Istnieje pewien schemat warsztatów, ale najważniejsza jest dyskusja. Lekcje prowadzimy tylko w Warszawie, ale nie ma żadnej prawidłowości dotyczącej poziomu wiedzy uczniów ze względu na rejon czy typ szkoły, do jakiej się udajemy. Zdarzają się grupy, w których młodzież swobodnie rozmawia o przemocy seksualnej, homofobii i wie o istnieniu implantów antykoncepcyjnych – tak było podczas jednych moich warsztatów w technikum samochodowym. Zdarzały się też grupy z najlepszych warszawskich liceów o zerowym poziomie wiedzy. Polska młodzież wiedzę o seksualności czerpie z pornografii i zasłyszanych mitów. Część osób rzeczywiście zadaje pytania w stylu: „co się stało, gdy pominęłam tabletkę” czy „uprawialiśmy seks bez zabezpieczeń, czy mogę zajść w ciążę?”. Są też pytania związane z próbami samobójczymi, zakłóceniami postrzegania własnego ciała, problemami z tożsamością oraz identyfikacją własnej seksualności. Musimy być bardzo dobrze przygotowani, bo niektóre przypadki są przerażające. To znaczy? Kiedyś przyszła do mnie dziewczyna w wieku 17 lat, która od dwóch lat była w związku i zapytała, czy to jest w porządku, że chłopak nie pyta jej o zgodę na seks, kiedy ona płacze i ją to boli. Trudno jest zliczyć różne absurdalne teorie o antykoncepcji – a słyszałam takie zarówno od młodzieży, jak i dorosłych: zakładanie dwóch prezerwatyw naraz, wstrzykiwanie hormonów w macicę, skakanie z szafy, płukanie pochwy colą, bo skoro wyżera rdze, to jest też plemnikobójcza… Często po zajęciach zostaje kolejka uczniów, którzy mają osobiste pytania. To wynika z braku umiejętności rozmowy na trudne tematy? Polacy nie mają w ogóle świadomości tego, jak rozmawiać z młodzieżą o przemocy, o dbaniu o własne granice. Rodzice często nie wiedzą, że dziecko podjęło jakąkolwiek aktywność seksualną. W szkole się o tym nie rozmawia, bo młodzież nie ma zaufania do nauczycieli. Sytuacja skutkuje takimi zgłoszeniami jak to z wakacyjnego telefonu zaufania, na który zadzwoniła czternastoletnia dziewczyna. Chciała się dowiedzieć, w jaki sposób ma przedstawić swojego chłopaka rodzicom. Po chwili rozmowy okazało się, że jej partner ma 31 lat. Pytań i zgłoszeń jest dużo, a programy w rodzaju „W stronę dojrzałości” mogą budzić niedowierzanie albo nawet rozbawienie, ale ich konsekwencją będzie więcej takich przypadków. W pewnym wieku dziewczynki słyszą od rodziców, że nie mogą zakładać tak krótkiej spódnicy, bo kogoś sprowokują, albo że nie powinny wracać same do domu, bo to niebezpieczne. Szkoda, że mało który rodzic odbywa podobną rozmowę ze swoim synem o tym, że ma nie zaczepiać i nie gwałcić. Antonina Lewandowska Jakie metody antykoncepcji zna młodzież? Zawsze mówią o prezerwatywach i tabletkach, czasem o plastrach lub krążkach antykoncepcyjnych, parę razy ktoś wspomniał o spirali czy o implantach. W niektórych liceach trafiały się też odpowiedzi typu wchodzenie po schodach lub skakanie na skakance. Nie tylko młodzież ma problemy z wiedzą o seksualności – w jednym z raportów Instytut Badań Edukacyjnych około 20 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nie wie czy lub że nie da się zajść w ciążę uprawiając seks na stojąco. Czy rodzice w Polsce rozmawiają ze swoimi dziećmi na temat seksu? Jest taki stary dowcip, który krąży w środowisku edukatorskim. „Ojciec siada z synem i mówi: synu, musimy porozmawiać o seksie. Dziecko głęboko wzdycha i mówi: dobrze, tato. To co chciałbyś wiedzieć?”. Niestety, ale jeżeli w rodzinie rozmawia się o seksualności, to zdecydowanie zbyt późno, a zazwyczaj w ogóle się nie rozmawia. Wstydzimy się ciała, nagości, rozmów o doświadczeniach – zarówno tych dobrych, jak i złych. Dlatego młodzież szuka odpowiedzi w internecie, kolorowych pismach i u znajomych. Zazwyczaj w pewnym wieku dziewczynki słyszą od rodziców, że nie mogą zakładać tak krótkiej spódnicy, bo kogoś sprowokują, albo że nie powinny wracać same do domu, bo to niebezpieczne. Szkoda, że mało który rodzic odbywa podobną rozmowę ze swoim synem o tym, że ma nie zaczepiać i nie gwałcić. Chłopcy też się do was zwracają? Oczywiście. Jest bardzo dużo pytań o wielkość przyrodzenia, związanych z kompleksem, który wywołują filmy pornograficzne. Dzwonią do nas tacy, którzy pytają, czy wszystko jest z nimi w porządku, bo nie zawsze maja ochotę na seks. Raz zadzwonił chłopak, który spytał o to, w jaki sposób nakłonić dziewczynę do seksu analnego. Wolontariuszka spytała, czy poruszył z nią już ten temat, a on był zszokowany, że w ogóle powinien rozmawiać o seksie ze swoją partnerką. Młodzi mężczyźni bardzo często nie mają świadomości swojej seksualności i podążają za popkulturowym, szkodliwym wzorcem. Istnieje ogromna presja społeczna, która została zbudowana wokół stereotypu „prawdziwego mężczyzny”, który nie płacze i zawsze ma ochotę na seks. Grupa „Ponton” przedstawiła swoje krytyczne stanowisko wobec kampanii „W stronę dojrzałości”, wystosowaliście też pismo z pytaniami do Ministerstwa Zdrowia. Filmy przeznaczone dla tutorów zniknęły ze strony projektu, ale program dalej obowiązuje. Jakie są wasze plany na najbliższą przyszłość? Nasze dalsze działania w tej kwestii uzależniamy od reakcji Ministerstwa Zdrowia, ale mogę obiecać, że nie zostawimy tej sprawy. Skoro tu jesteś... ...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności. Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców! tutaj możesz dołączyć do grona naszych comiesięcznych Darczyńców tutaj możesz wesprzeć nas na Antonina Lewandowska aktywistka, członkini Grupy Edukatorów Seksualnych „PONTON”, ekspertka do spraw praw seksualnych i reprodukcyjnych. Uczestniczka wielu wydarzeń krajowych (przedstawicielka strony społecznej przy Komisji Zdrowia w Sejmie RP, mówczyni podczas Kongresu Kobiet w Poznaniu w 2017 roku) i międzynarodowych (młodzieżowa ekspertka na konferencji WHO w Berlinie w 2017 roku, reprezentantka strony polskiej w Parlamencie Europejskim podczas Youth Gender Equality Forum 2018). W przeszłości współpracowała z takimi organizacjami jak młodzieżowa grupa edukatorska Te Tematy, Społeczny Komitet ds. AIDS czy ASTRA Youth. Prywatnie studentka socjologii w ramach MISH UW, zajmująca się seksuologią społeczną i badaniami kontrkultury. Jakub Bodziony współpracownik „Kultury Liberalnej”.
brytyjski program o edukacji seksualnej