On czuje, że w chwili obecnej praca jest dla niego wszystkim, że to jego „tu i teraz”, angażuje się w nią całkowicie i w niej spala. Czujesz się zaniedbana, twój partner nie potrafi tego zrozumieć. Zamiast wyrzutów, oczekuje wsparcia i radości z jego osiągnięć. Pędzicie ku związkowej katastrofie.
Liczbę 6 milionów żydowska propaganda eksploatowała już do 1869 roku: W rzeczywistości liczba żydowskich ofiar jest mniejsza – część niezależnych badaczy, w tym historycy, szacują ją na ok. 3 miliony (2,5-3,5 miliona). Przy czym do tej liczby wlicza się np. także ofiary „zwykłych” działań wojennych. Gdy np.
Choć wiem by nie ufać znów W pułapkę bez problemu jednak łapiesz mnie I nie mam gdzie uciec już Jeszcze tego nie wiem Nie wiem Czy my pasujemy do siebie Jeszcze tego nie wiem Nie wiem Być może to tylko złudzenie Jeszcze tego nie wiem Nie wiem Czy byłam z nim w piekle czy niebie Jeszcze tego nie wiem Nie wiem Lecz dzisiaj chce tylko
F30e0. Psychotesty Od dłuższego czasu znasz kogoś, kto Ci się podoba i zastanawiasz się czy będzie z tego coś więcej? A może już masz swoją drugą połówkę ale nie masz pewności czy ten związek przetrwa? Zapraszamy do rozwiązania naszego psychotestu – "Czy pasujecie do siebie?". Każdy z nas pragnie mieć bliską osobę, na której zawsze będzie mógł polegać, zarówno w chwilach smutnych jak i tych niosących ogrom zabawy i radości. Znalezienie jednak odpowiedniego partnera bądź partnerki to nie taka łatwa sprawa. Nie warto się śpieszyć i iść na kompromis. Czasami trzeba trochę poczekać aż do naszych drzwi zapuka ta prawdziwa, wielka miłość. Ale po czym poznać, że to właśnie „to”? Odpowiedz szczerze na pytania naszego psychotestu i przekonaj się jak to właściwie jest między Wami! Pamiętaj, że tylko szczere odpowiedzi dadzą Ci w pełni miarodajny wynik testu! [WATUPRO 4] Więcej w kategorii Psychotesty Psychotesty Co mówi o tobie twój znak zodiaku? Autor: Redakcja TeenZone Teoretycznie nikt z nas nie wierzy w magię, horoskopy i „takie tam”. Ale z drugiej strony,... Psychotesty Psychotest: Czy umiesz podrywać? Autor: Redakcja TeenZone Chyba każdy choć raz w życiu był zakochany. Przysłowiowe motylki w brzuchu, bezsenność, uczucie euforii, a... Psychotesty Psychotest: Test na asertywność Autor: Redakcja TeenZone Umiejętność wyrażania własnego zdania, trwania przy swoich zasadach oraz odmawiania gdy zajdzie taka potrzeba, jest bardzo... Psychotesty Test znajomości męskiej psychiki Autor: Redakcja TeenZone Kobiety i mężczyźni są jak ogień i woda – totalnie różni od siebie. To co dla...
Baza tłumaczeń w kontekście dla nie pasują do siebie zawiera przynajmniej 1 788 zdań. Piękno i strach nie pasują do siebie. La belleza y el miedo son casi irreconciliables. – Ona była słodka, ale chyba nie pasujemy do siebie. —Era dulce, pero no creo que encajemos. Literature Nawet na tym podstawowym poziomie nie pasujemy do siebie nawzajem. Incluso a este nivel elemental somos incompatibles los unos con los otros. Literature Te dwa słowa nie pasują do siebie. Las dos palabras no encajaban juntas. Literature Zobaczcie, kowboje i francuscy komicy nie pasują do siebie — i system o tym wie. Ven, los cowboys y los farsantes franceses no van bien juntos, y el sistema sabe eso. QED Nie pasujemy do siebie. Tú y yo no somos compatibles. Słowa " postępowy " i " bractwo " nie pasują do siebie w jednym zdaniu. Progresivo y fraternidad no combinan en la misma oración. Amando, po prostu nie pasujemy do siebie. Amanda, no creo que nos coordinemos. Starał się połączyć fakty i znaleźć logiczne wyjaśnienie, ale nic nie pasowało do siebie. Intentaba ligar los hechos y encontrar una explicación coherente pero nada encajaba de verdad. Literature Vibranium i twoje błyskawice nie pasują do siebie! ¡ El Vibranium y tus rayos no deben mezclarse! " Niestety nie pasujemy do siebie. " " Lamento que no seamos una buena opción ". – Jest jednak oczywiste – kontynuował Damien – że zupełnie nie pasowalibyśmy do siebie. """Es obvio, sin embargo,"" continuó Damien, ""que no haríamos buena pareja." Literature Nie pasowali do siebie i rozstali niemal natychmiast No se avenían y se separaron casi inmediatamente. Literature " Szkoła " i " zabawa " nie pasują do siebie w jednym zdaniu. La escuela y la diversion no conjugan. Nie pasowaliśmy do siebie. Sí, resultó que no encajábamos bien. Nie pasujecie do siebie. Creemos que no eres buena para él. Nie pasujemy do siebie, Frankie. Estamos terribles juntos, Frankie. Nacięcia nie pasują do siebie. Las estrías no coinciden. Problem tkwił jednak w tym, że te dwie tak skuteczne teorie nie pasowały do siebie. El problema era que esas dos teorías extraordinariamente exitosas no encajaban. Literature Czy to dlatego myślałaś, że nie pasujemy do siebie tak dobrze jak Harry i Irina? ¿Crees que no nos vemos juntos, así como Harry e Irina? Mężczyźni i kobiety nie pasują do siebie. Mujeres y hombres no se complacen recíprocamente. Nie pasujemy do siebie. Simplemente no nos llevamos bien. Nie pasujemy do siebie z Wiktorią. Victoria y yo no somos adecuados. Najpopularniejsze zapytania: 1K, ~2K, ~3K, ~4K, ~5K, ~5-10K, ~10-20K, ~20-50K, ~50-100K, ~100k-200K, ~200-500K, ~1M
Do pomieszczenia wchodzi chłopak, którego poznałam w samolocie. Przez dłuższą chwilę patrzymy na siebie, zaskoczeni swoim widokiem po czym brunet wyciąga rękę w stronę mojego ojca. - Kevin Wronkowski, jestem nowym dyrektorem w dziale marketingu, przyszedłem omówić z panem nową przedstawia się. -Miło mi pana poznać. Myślę, że nasza współpraca będzie owocna. Yeo Jung Kyu oprowadź Mię po ojciec zwraca się do swojego asystenta po czym otwiera nam drzwi żebyśmy oboje opuścili jego biuro. Chodzimy po budynku już przez jakiś czas, ale ja nadal myślę o Kevinie i o tym jak to możliwie, że pracuje dla mojego taty. Od moich rozmyślań odciąga mnie fakt, iż na kogoś wpadłam i leżę teraz na podłodze, a dokładniej na jakimś mężczyźnie. -Ślepa jesteś!?- wydziera się po czym spycha mnie z siebie- Mam kupić ci okulary? -Ja... - Ty co? Pewnie chcesz przeprosić, jeśli tak to daruj sobie. -Uważasz, że to tylko moja wina? Ty mnie nie widziałeś? Aaaaa... a może specjalnie na mnie wpadłeś, by się teraz trochę powydzierać? -Głupia jesteś, wiesz kim jestem?- prycha -A wiesz kim ja jestem? -No kim?- świetnie Mia, no i co mu teraz powiesz? Postraszysz tatusiem, czy mamusią? Na szczęście w tym samym momencie podbiegł asystent Yeo Jung Kyu. -Lee Yoon Woo daj spokój, ona nie uspokajał chłopaka, który jak widać miał na imię Yoon Woo. -Dobra, ale nie chce jej już nigdy więcej powiedział po czym obrócił się na pięcie i maszerował dalej w stronę windy. wymruczałam pod nosem, ale tak by on usłyszał. -Coś ty powiedziała?!- podszedł do mnie, i podciągnął go góry za koszulkę. Nie powiem w pierwszym momencie byłam przerażona, ale potem strach zmienił się w pewność siebie. -Jesteś CWELEM!- po tych słowach rzucił mnie na podłogę i odszedł. Byłam trochę skołowana myślałam, że wda się ze mną w dyskusję ale on odszedł bez słowa. -Kim on jest?- zapytałam Yeo Jung Kyu. -Lee Yoon Woo, jest idolem, śpiewa, tańczy i takie tam. -Czy idole nie powinni być mili i słodcy? -Powinni. Jesteś głodna? Na dole jest restauracja, więc możemy coś zamówić. -Okej, chodźmy. Siedziałam sama przy stoliku jedząc posiłek, ponieważ asystent Yeo musiał iść na jakieś spotkanie razem z ojcem. Nagle ktoś zasłonił mi rękoma oczy. -Zgadnij kto?- pierwszy raz od przyjazdu do Korei usłyszałam jak ktoś mówi po polsku, wiedziałam, że to nikt inny jak Kevin. -Serio, masz zamiar się tak bawić Kevin? -Tak, bo to uśmiechną się i usiadł na przeciwko Więc masz na imię Mia? -Skąd wiesz? -Twój ojciec jak mniemam użył wcześniej twojego imienia. -A no tak. Czego chcesz? -Randki. -Czego? -No wiesz randka to spotkanie dwojga osó... - Wiem co to randka, ale ty chyba jesteś sporo starszy. Hmmmm? -Mam dwadzieścia jeden lat a ty osiemnaście więc równica jest niewielka. -Masz dwadzieścia jeden lat i takie wysokie stanowisko? -Co w tym dziwnego? Po prostu jestem geniuszem i skończyłem wcześniej uśmiechną się na widok mojej wyrażającej podziw twarzy- No to co z tą randką? - Nic z tego. -Dlaczego. - Geniusze mnie zażartowałam, po czym odeszłam od stołu i wyszłam z restauracji, zostawiając Kevina samego.
fot. Adobe Stock Mamusiu, obejrzysz z nami stare zdjęcia? Proszę cię – moja sześcioletnia córeczka Kasia patrzyła na mnie błagalnie. – Dobrze Kasiu, za chwilę skończę zmywanie, pooglądamy stare albumy i zrobimy w nich wreszcie porządek – powiedziałam. Wreszcie spędzę wieczór z dziećmi, pomyślałam, są ferie zimowe, a ja jak zwykle mam dla nich za mało czasu. Wyjęłam z szuflady albumy i koperty ze zdjęciami, siedliśmy we trójkę na dywanie w salonie. Oglądaliśmy moje stare fotografie z dzieciństwa. – Mamuś, czemu się nie śmiałaś? – spytał Wiktorek. – Pewnie było mi smutno – odpowiedziałam. – Byłam sama, dzieci się ze mnie śmiały, niektóre mnie brzydko przezwały. Wiktor ma dopiero cztery lata, pomyślałam, a już czuje, że ta mała dziewczynka ze zdjęć, którą byłam kiedyś, miała smutne dzieciństwo i młodość. – Mamusiu, ty zawsze to miałaś, takiego wielkiego siniaka? – spytał mój synek, patrząc na fotografie, a potem dotknął rączką mojego policzka. – Tak, urodziłam się z tym znamieniem – tłumaczyłam. – Babcia i dziadziuś nie wiedzieli, co to jest, czy jestem chora. Myśleli, że kiedyś to zginie, jak urosnę – dzieci słuchały mnie z ciekawością. – Mieszkaliśmy na wsi, tam nie było dobrych lekarzy. – Mamo, dla nas jesteś najpiękniejsza na świecie – powiedziała Kasia. – Dla taty też – dodał Wiktor. Zamyśliłam się, te zdjęcia przywołały wspomnienia z dzieciństwa. Przez chwilę znów stałam się pełną kompleksów, smutną i nieśmiałą dziewczyną. Urodziłam się ze szpecącym naczyniakiem na twarzy. Na prawym policzku, skroni oraz części głowy pod włosami moja skóra jest czerwonosina. Dla kogoś, kto widzi mnie po raz pierwszy, to okropny widok. Rodzice kochali mnie bardzo i rozpieszczali. Byłam ich najmłodszą i ukochaną córką. Nie mówili jednak głośno o tym, jak wyglądam. Jako małe dziecko nie byłam świadoma swej ułomności. Koszmar zaczął się, gdy poszłam do szkoły. Po dwóch dniach nauki płakałam i krzyczałam: – Nigdy więcej tam nie pójdę! Rodzice, niestety, nie uprzedzili mnie wcześniej, co może zdarzyć się w szkole, nie przygotowali na spotkanie z rówieśnikami, nie ostrzegli, że dzieci potrafią być takie okrutne. Nikt nie wytłumaczył mi, że choć mam szpecącą plamę na twarzy, nie jestem gorsza od innych. Zupełnie nie mogłam sobie dać z tym rady, czułam się brzydka i odrzucona przez rówieśników. Wszystko to bardzo mocno przeżywałam. Gdybym przynajmniej była chłopcem, może nie czułabym się tak strasznie, ale dziewczynka, wiadomo, chce ładnie wyglądać, podobać się innym. Byłam dobrą uczennicą, choć nieśmiałą i zamkniętą w sobie. Dużo czytałam, w bibliotekach szukałam książek medycznych, z których mogłabym czegoś dowiedzieć się o swojej chorobie. Zawsze nosiłam dłuższe włosy, rozpuszczone, tak aby choć trochę zakrywały moją twarz. Byłam blisko tylko z jedną koleżanką. Hania miała dużą wadę wzroku i nosiła okulary z grubymi szkłami. Z niej też się wyśmiewano, może to nas właśnie zbliżyło? Po skończeniu podstawówki zaczęłam naukę w szkole zawodowej. Miałam być krawcową, choć od dzieciństwa marzyłam o tym, aby zostać handlowcem. Odkąd pamiętam, zawsze z Hanką i rodzeństwem bawiłam się w sklep. Zabrakło mi jednak pewności siebie. Wiedziałam, że w sklepie nie dam sobie rady, bo ludzie będą mi się przyglądać. Wolałam więc zamknąć się w zakładzie krawieckim, a po pracy szybciutko wrócić do domu. Poza tym w klasie krawieckiej były same dziewczyny, a w handlowej więcej chłopców, a ja bałam się ich towarzystwa i unikałam ich na każdym kroku. Moja siostra Jola jest rok starsza ode mnie. Zawsze była ładną dziewczyną i miała duże powodzenie u chłopców w szkole. Zazdrościłam jej, zwłaszcza gdy mi się zwierzała i opowiadała o swoich licznych randkach. – Kupiłam wreszcie nowy puder do twarzy – powiedziała mi kiedyś w tajemnicy. – Tylko nic nie mów mamie. Wiesz, co ona myśli o malowaniu. Jola stała przed lustrem i podekscytowana szykowała się na spotkanie z Witkiem. – Ty i tak jesteś ładna, nie musisz się malować – westchnęłam. – A gdzie kupiłaś ten puder? – spytałam. – W naszym sklepie przecież go nie ma – zdziwiłam się. – Znalazłam go na targu w Adamowie – powiedziała Jolka. Umalowała się, włożyła obcisłe dżinsy i bluzkę z dekoltem, i czekała na Witka. Miał przyjechać po nią motorem. – Jolka, ty się tak przejmujesz tym spotkaniem, że zrobiłaś się czerwona na twarzy. Wyglądasz teraz prawie jak ja – roześmiałam się. Moja siostra spojrzała w lusterko. – Boże, co się stało?! I policzki mnie strasznie pieką – krzyknęłą i wybiegła do łazienki. Tam zaczęła szybko zmywać makijaż. Kiedy wróciła do pokoju, twarz miała napuchniętą, jakby ją pszczoły pogryzły, a z oczu płynęły jej łzy, choć upierała się, że wcale nie płacze. – Mamo! – zawołałam. – Chodź, zobacz, jak Jolka wygląda! Mama weszła do naszego pokoju i obejrzała uważnie twarz siostry. – Tyle razy wam mówiłam, żebyście nie smarowały się żadnymi świństwami – powiedziała. – Jolu, ty masz jakieś okropne uczulenie i nie ma mowy, żebyś teraz wyszła z domu. Moja siostra była załamana. – Jezu, co za pech, dlaczego akurat dziś, przecież nie mogę pokazać mu się na oczy w takim stanie – rozpaczała. – Beata, proszę cię, jak Witek przyjedzie, to wytłumacz mu, że jestem chora i nie mogę się z nim dzisiaj spotkać. Nie podobał mi się ten pomysł, bo wstydziłam się swej brzydkiej twarzy. Musiałam jednak pomóc siostrze i usprawiedliwić ją przed nowym chłopakiem. Kiedy przyjechał wieczorem, wyszłam do niego przed dom. – Cześć, jestem Beata, siostra Jolki – przedstawiłam się. – Jolka kazała cię przeprosić, ale nagle się rozchorowała i nie może nigdzie wybrać się z tobą. – Czy ty mała mnie aby nie nabierasz? – spytał trochę zły. – Może któraś z was mnie oszukuje? – Po co miałabym to robić? Jak nie chcesz wierzyć, to nie – wzruszyłam ramionami. Witek siedział na swoim motocyklu w za dużym kasku na głowie. Nie widziałam dobrze jego twarzy ani on, na szczęście, mojej, bo był zmrok. – Zaczekaj, nie odchodź jeszcze – powiedział do mnie, gdy odwróciłam się i chciałam wejść do domu. – Fajny mam motor, no nie? – zapytał. – A może chcesz się ze mną przejechać? – Czemu nie – uśmiechnęłam się. Ten jego motor warczał jak traktor i zadymił pół wioski, on jednak uważał go najwyraźniej za ósmy cud świata. – Możemy się przejechać, ale niedaleko – zaznaczyłam. Założyłam kask i usiadłam za Witkiem. Ta jazda to było niesamowite przeżycie. Poczułam pęd wiatru na twarzy i jego szum w uszach. Dobrze mi się z nim rozmawiało, był wesoły i ciekawy świata. Niedawno zaczął pracę w warsztacie mechanicznym. Majsterkowanie stanowiło jego pasję. Zapomniałam na chwilę o tym, jak wyglądam. Było ciemno, a mój szpetny policzek zasłaniały włosy, a poza tym Witek siedział z mojej lewej strony. – Jolka ma fajną siostrę – stwierdził na pożegnanie i sięgnął po mój kask. Poczułam delikatne dotknięcie jego dłoni na mojej twarzy. – Dziękuję za fajny wieczór – pomachałam mu ręką i wróciłam szczęśliwa do domu. Za kilka dni Witek znowu do nas przyjechał. Jolka zrobiła herbatę i zaprosiła go do naszego wspólnego pokoju. Ja zostałam w kuchni, nie chciałam pokazywać mu się na oczy. Jolce przykazałam powiedzieć, że nie ma mnie w domu. Zobaczyłam go przez przypadek, gdy niosłam z szopy drewno do kuchni, a on właśnie od nas wychodził. Odebrał mi koszyk z drewnem i sam go zaniósł, a potem gadaliśmy przez godzinę na dworze. Na szczęście znowu było ciemno i mogłam ukryć swoją twarz. Nagle uświadomiłam sobie, że Witek bardzo mi się podoba. Jak on się zachowa, gdy zobaczy, jak naprawdę wyglądam, myślałam przerażona. Bałam się, że może mnie odrzucić jak inni, więc unikałam go przez następne tygodnie, choć wiedziałam, że szukał mnie w szkole i wypytywał o mnie moje koleżanki. Gdy któregoś zimowego dnia po zajęciach szłam na przystanek PKS, usłyszałam za sobą znajomy warkot motoru. – Może cię podwieźć? – usłyszałam głos Witka. – Nie rób sobie kłopotu – odparłam. – Zaraz mam autobus. – Beata, co się dzieje? Czy ty się na mnie gniewasz?! – zapytał, a właściwie krzyknął, bo jego słowa zagłuszał ryk silnika. – Porozmawiaj ze mną! – Dobrze – odparłam roztrzęsiona. Zdjęłam beret i odgarnęłam włosy z twarzy, aby dobrze mnie widział. – Popatrz sobie – powiedziałam zimno. – Jak dotąd nie było okazji, żebyś mnie dobrze widział. Patrzył na mnie i nie przestawał się uśmiechać. – Z czego się śmiejesz baranie?! – krzyknęłam. – Ty też się ze mnie śmiejesz, wszyscy tylko potraficie się śmiać. Nadal chcesz mnie wozić? Taką brzydulę? – zapytałam. – Teraz widzisz, że nie możemy się spotykać, może wreszcie dasz mi spokój, nie chcę twojej litości – rozpłakałam się i uciekłam. Myślał pewnie, że jestem ładna, mam długie włosy. Teraz już wie o mnie wszystko i na pewno nie chce mnie znać – szlochałam w poduszkę przez kilka nocy. Starałam się o nim zapomnieć i miałam nadzieję, że wkrótce przejdzie mi to zauroczenie. Pewnego wiosennego dnia wracałam ze szkoły do domu pieszo, bo nie zdążyłam na autobus. Szłam i spoglądałam od czasu do czasu na niebo. Nad lasem wisiały ciemne, burzowe chmury, co chwilę rozlegał się grzmot. Miałam jeszcze jakieś trzy kilometry drogi i czułam, że nie zdążę przed deszczem. Zawsze bałam się burzy, zwłaszcza gdy nie mogłam jej przeczekać w bezpiecznym miejscu, a tu jak na złość błyskawice były coraz bliżej i zaczęło mocno wiać. Miałam nadzieję, że zatrzymam jakiś przejeżdżający samochód i podjadę chociaż kawałek. Jednak zamiast samochodu usłyszałam za sobą motocykl, na którym jechał Witek. – Wsiadaj, bo zaraz zmokniesz – rzucił, podając mi kask. Zawahałam się chwilę, ale czułam na twarzy pierwsze krople deszczu, a poza tym przerażały mnie błyskawice. Szybko usadowiłam się za plecami Witka. Chwilę potem rozszalała się nawałnica, a deszcz wlewał mi się za kołnierz cienkiej kurtki. Witek zatrzymał się w sąsiedniej wsi przed zabudowaną wiatą przystanku PKS. – Przeczekamy tutaj, bo w taką ulewę nie da się zupełnie jechać – spojrzał na mnie z troską. Byłam zupełnie przemoczona i trzęsłam się z zimna. – Ale zmokłaś, gdybym nadjechał pięć minut wcześniej, to byśmy zdążyli przed deszczem – złościł się. Zdjął swoją kurtkę i wykręcił ją z wody, a potem zaczął zdejmować bluzę. – Co ty robisz, czemu się rozbierasz? – spytałam zdziwiona. – Załóż to na siebie pod kurtkę, będzie ci cieplej – podał mi swoją bluzę. – No, co ty, zostałeś w samej koszuli i mokrej kurtce – drżałam przemoczona. – Mnie nic się nie stanie, a ty możesz się przeziębić – stwierdził. Założyłam ją posłusznie. Było mi przyjemnie, że ktoś nagle o mnie dba. Spojrzałam na niego z wdzięcznością, choć lekko speszona. Witek patrzył na mnie uśmiechnięty. Gdy nasze oczy się spotkały, spuściłam głowę. Pochylił się nade mną i odgarnął mi włosy z twarzy, a potem pocałował czule w chory policzek. Odsunęłam się od niego, zasłaniając odruchowo dłonią znamię. – Nie broń się, już dawno to chciałem zrobić – powiedział cicho Gdy do wiaty wszedł zarozumiały syn sołtysa z mojej wsi, nastrój prysnął. Jacek przyglądał się nam z głupawym uśmiechem. – Widzę, że Beatka znalazła sobie kawalera, w dodatku zmotoryzowanego – szydził. – Czy kolega gustuje w szpetnych dziewczynach, czy może ładniejszej nie znalazł? – pytał złośliwie. – A przecież u nas w okolicy pięknych nie brakuje – roześmiał się. – Z taką to wstyd się gdziekolwiek pokazać. Poczułam, że robi mi się niedobrze, chciałam się zapaść pod ziemię. Witek ze złości poczerwieniał, podszedł do Jacka i uderzył go w twarz. – Teraz to ty będziesz szpetny i to tak, że do domu wstyd ci będzie wracać – krzyknął Witek. Nie chciałam tego widzieć ani słyszeć. Wybiegłam na drogę. Było mi obojętne, czy zmoknę, czy nie. Do domu miałam już niedaleko. Znów go straciłam, myślałam. Co z tego, że mu się podobam, kiedy wszyscy wokół uważają, że tylko ładne dziewczyny zasługują na uczucie i szczęście. Po chwili Witek zatrzymał się obok mnie. – Jaśnie panna znowu się obraziła – stwierdził – przecież to nie ja powiedziałem to wszystko, tylko on. Wiem, że nie jest ci łatwo, ale nie powinnaś tak się przejmować tym, co tacy ludzie o tobie mówią. Oni sami są niewiele warci – tłumaczył mi. – A poza tym, masz na sobie moje ubranie, więc mi nie uciekaj – chwycił mnie za rękę. Pozwoliłam wtedy, aby odwiózł mnie do domu. Wypiliśmy gorącą herbatę, a Witek wysuszył mokre ciuchy. – Przyjadę do ciebie w sobotę wieczór i zabiorę cię na dyskotekę – powiedział na pożegnanie. – Nie wiem, czy to dobry pomysł? – odparłam. – Nie chcę się z tobą umawiać, bo nie chcę, aby takie sytuacje się powtarzały. – Ale to nie jest żaden rozsądny powód do odmowy – stwierdził Witek. – Poza tym ja się łatwo nie poddam. – Daj spokój, przecież wszyscy koledzy będą ci dokuczali, będą się z ciebie śmiać – tłumaczyłam mu zawzięcie. – Twoja rodzina też mnie nie polubi. Będą się dziwić, dlaczego wybrałeś mnie, skoro możesz mieć każdą atrakcyjną dziewczynę. Witek nie dał się jednak przekonać i tak jak obiecał, zjawił się w sobotę. – Po coś ty znowu przyjechał?! – złościłam się na niego. – Mówiłam ci już, że nigdzie nie pojadę z tobą. Zostaw mnie wreszcie w spokoju! – płacząc, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Za tydzień sytuacja się powtórzyła, ale Witek nie chciał wracać do siebie, tylko siedział na tym swoim motorze przed bramą. Chyba liczył, że zmienię zdanie. W końcu do całej sprawy wmieszał się mój ojciec. – Beata, załatw to jakoś – powiedział wyraźnie niezadowolony. – On gotów całą noc warczeć przed bramą na tym swoim motorze, a ja chcę się wyspać. – Tato, ty z nim porozmawiaj, bo mnie nie słucha – poprosiłam ojca. Tata załatwił sprawę po męsku i Witek odjechał. Dwa dni później dowiedziałam się w szkole, że miał wypadek na motorze. Trafił do szpitalu. Na szczęście jego stan nie był ciężki. Miał złamaną nogę, obojczyk i szwy na twarzy. Zrobiło mi się go żal. Postanowiłam go odwiedzić. Weszłam cichutko do sali, Witek leżał nieruchomo, a na twarzy miał tyle opatrunków, że widać było tylko oczy i usta. Gdy mnie zobaczył, wyszeptał z trudem: – Może jednak nie jestem ci zupełnie obojętny, skoro przyszłaś. – Nie, nie jesteś – odparłam z uśmiechem i wzięłam go za rękę. – Teraz ja również będę miał blizny na twarzy, więc nie powinnaś już myśleć, że nie pasujemy do siebie. Od tej chwili staliśmy się nierozłączni. Witek nauczył mnie na nowo marzyć. Pomógł mi nabrać pewności siebie. Dzięki niemu pozbyłam się swoich kompleksów. Jego miłość dodała mi siły. W końcu uwierzyłam, że nawet taka brzydka dziewczyna jak ja, może być szczęśliwa. Tego dnia, gdy mi się oświadczył, zabrał mnie na wycieczkę nad jezioro, oczywiście swoim ukochanym motorem. Tu na pomoście, w blasku zachodzącego słońca, powiedział czule: – Beatko, chcę abyś, została moją żoną, żebyśmy byli ze sobą na dobre i na złe. Od sześciu lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Mamy dwoje zdrowych i ładnych dzieci oraz grono sprawdzonych przyjaciół. Za namową Witka skończyłam zaoczne technikum i zdałam maturę. Pracuję w domu handlowym, gdzie jestem kierowniczką działu odzieży. Znalazłam też dobrego dermatologa w Warszawie, który dał mi receptę na specjalny krem maskujący do twarzy. Używam go tylko przy okazji większych imprez towarzyskich, bo chociaż dobrze tuszuje moje znamię, to skóra na twarzy staje się nienaturalnie żółta. Nie zdecydowałam się na razie na usuwanie naczyniaka laserem. Leczenie jest drogie i wymaga wielu zabiegów, a efekt niepewny. Nauczyłam się żyć ze świadomością swego wyglądu. Mam takie samo prawo do radości i szczęścia jak inni. Więcej prawdziwych historii:„Narzeczony zostawił mnie dla prawdziwej miłości. Tak się złożyło, że jej jedyną zaletą był... bogaty tatuś”„Mój wakacyjny romans zakończył się ciążą. Przystojny Grek chciał odebrać mi dziecko, zanim jeszcze się urodziło”„Nigdy sobie nie wybaczę, że przeze mnie zginęła młoda dziewczyna. Nie zareagowałam, a później już nie zdążyłam...”
nie pasujemy do siebie